Joanna Pyka

Trekking do bazy pod Everestem – jak zorganizować taką wyprawę?

Chcesz zobaczyć najwyższy szczyt świata, ale nie jesteś pewien, czy Twoje umiejętności wspinaczkowe (i portfel!) sprostają temu niełatwemu zadaniu? Nie musisz zdobywać ośmiotysięcznika – możesz za to stanąć u jego stóp, w Everest Base Camp. Poczytaj, z czym wiąże się trekking do bazy pod Mount Everest, jak zorganizować taką wyprawę i ile to będzie kosztować.

Czego dowiesz się z tego wpisu?

  • Czy trekking do bazy pod Everestem wymaga specjalistycznych umiejętności?
  • Ile kosztuje trekking do bazy pod Everestem?
  • Jaka kurtka sprawdzi się w Himalajach?
  • Czy podczas trekkingu do bazy pod Everestem potrzebujesz śpiwora wyprawowego?

W skrócie

Na szlaku do bazy pod Mount Everest, położonej na wysokości prawie 5 i pół tysiąca metrów nad poziomem morza wbrew pozorom nie potrzeba specjalistycznego sprzętu i umiejętności. W trekkingu może wziąć udział każdy o w miarę przyzwoitej kondycji. Zorganizować wyprawę możesz samodzielnie lub korzystając z usług agencji organizujących wyprawy wysokogórskie. W każdym przypadku musisz liczyć się z kosztami: oprócz zakupu porządnego puchowego śpiwora i kurtki, zapłacisz za ubezpieczenie, samolot, wizę, wstęp do Parku Narodowego Sagarmatha, a także wyżywienie i noclegi na trasie. Czekają Cię za to niezapomniane widoki i doświadczenia!

Marzenia są po to, żeby je realizować!

Wspinaczka na szczyt Mount Everest to ogromne wyzwanie wydolnościowe i organizacyjne. Wymaga solidnego i długiego przygotowania i – przyznajmy to szczerze – nie każdy musi to zrobić. Nawet jeśli kocha góry. Ale czy to, że nie planujesz dotrzeć na dach świata, oznacza, że nie masz czego szukać w Nepalu?

Himalaje to nie tylko wspinaczka na ośmiotysięczniki. Istnieją opcje pośrednie, wprost stworzone dla miłośników trekkingu – szlaki w Parku Narodowym Sagarmatha, niewymagające ani specjalistycznego sprzętu, ani himalaistycznych umiejętności wspinaczkowych. Właśnie tam prowadzi malownicza trasa do bazy pod Everestem, leżącej na wysokości 5300 m n.p.m. Właściwe jedyne, w co trzeba się zaopatrzyć, to wygodne buty górskie, dobra kondycja i… jakieś trzy tygodnie urlopu. Prawie jak na polski GSB, prawda? No dobrze, wyprawa pod Everest jest nieco bardziej wymagająca. Już wyjaśniamy!

Podróż do Nepalu – kiedy i jak?

Żeby dobrze zaplanować podróż, trzeba wiedzieć, że sezon trekkingowy w Nepalu jest podzielony na dwie części. Pierwsza trwa od marca do maja, druga od października do grudnia. Pomiędzy nimi warunki są utrudnione – zimą trzeba liczyć się z ogromną ilością śniegu, bardzo niskimi temperaturami i ograniczonym dostępem do turystycznej infrastruktury, zaś w okresie letnim nad Himalaje nadciąga monsun, a wraz z nim ulewne deszcze, błoto i mnóstwo pijawek.

Jeśli chodzi o logistykę podróży, to najłatwiej dostać się na miejsce samolotem. Zazwyczaj podróż jest kilkuetapowa i prowadzi europejskimi liniami do Delhi, lokalnymi do Katmandu, aż wreszcie małym samolocikiem do wioski Lukla, standardowego punktu startowego w drodze pod Everest.

Trekking do bazy pod Everestem

Z Lukli, gdzie przy okazji lądowania na zawieszonym wśród skał pasie startowym pewnie przypomnisz sobie wszystkie kiedykolwiek poznane modlitwy do wszystkich znanych i nieznanych bóstw, droga do Everest Base Camp zajmuje około ośmiu dni. Po drodze czekają na wędrowców dwa przystanki aklimatyzacyjne. W dół do Lukli można zejść w trzy dni. Ale jeśli ma się nieco więcej czasu, warto pomyśleć o urozmaiceniu – na przykład pętli przez przełęcz Cho La.

Co Cię czeka na miejscu?

Jeśli wybierzesz się pod Everest wiosną, u celu podróży zobaczysz namiotowe miasteczko znane z fotografii. Końcem maja baza się zwija i nawet jeśli jesienią pojawiają się w niej jeszcze jakieś namioty, to z pewnością nie jest już tak gwarnie i barwnie.

Pamiętaj, że baza to w pewnym sensie dom himalaistów i nie wypada wchodzić do niego bez zaproszenia. Dlatego rzadko zdarza się, żeby turyści nocowali na miejscu – raczej zostawiają rzeczy w Gorak Shep, czyli ostatniej wiosce na szlaku, skąd do EBC wspinają się już „na lekko”.

Z samej EBC niestety nie widać szczytu Everestu – wymaga to podejścia na Kala Pattar, widokowego wzgórza na wysokości 5550 m n.p.m.

Koszty wspinaczki do bazy pod Mount Everest

W tym miejscu warto wspomnieć o pieniądzach, z jakimi wiąże się taka wyprawa.

Po pierwsze bezwzględnie powinieneś przed wyjazdem wykupić ubezpieczenie obejmujące trekking wysokogórski. Lepiej zapłacić dodatkowe 200–300 złotych, niż kilka tysięcy za ewentualne skorzystanie z usług ratowników i przejażdżkę helikopterem. Oczywiście nie życzymy nikomu takiej konieczności, ale – jak to mówią – przezorny zawsze ubezpieczony.

Wjazd do Nepalu wymaga wyrobienia wizy. Można to zrobić elektronicznie, z wyprzedzeniem, lub na lotnisku w Katmandu, gdzie czekają na turystów specjalnie w tym celu rozstawione automaty. Najlepiej wykupić wizę miesięczną za 50 dolarów.

Z opłatą wiąże się też wejście na teren Parku Narodowego Sagarmatha, w drugim dniu trekkingu. Wynosi ona dla cudzoziemskich turystów 3000 rupii nepalskich, co na dzień dzisiejszy oznacza równowartość jakichś 25 dolarów. Nie wolno zapomnieć również o permicie – zezwoleniu na trekking – wartym 2000 rupii od głowy. Takie zezwolenie przy indywidualnej wyprawie wymaga zawnioskowania do Ministerstwa Turystyki Nepalu. Chyba że podróżujesz z grupą zorganizowaną, wtedy na pewno zadba o nie Twoja agencja. Która oczywiście również nie pracuje za darmo, ale za to wszystkimi formalnościami zajmie się za Ciebie.

Na trasie można też wynająć tragarza. Nie jest to oczywiście obowiązek, ale w pewnym sensie jest to wsparcie czegoś, co w Europie nazwalibyśmy małym lokalnym biznesem. A dodatkowy plus dla turysty będzie też taki, że zamiast dźwigać ciężki i utrudniający aklimatyzację plecak, będzie mógł jak młoda kozica skakać od kamienia do kamienia, robiąc pamiątkowe zdjęcia. Ale jak tam kto chce.

Ekwipunek w drodze do EBC

Śpiwór na trekking do bazy pod Everestem

Mało kto decyduje się na spanie na szlaku pod Everest w namiocie. Na ogół wędrowcy zatrzymują się w hotelikach i guest house’ach. Na luksusy liczyć nie można, ale dach nad głową, łóżko i (wspólna) łazienka to już całkiem dużo. Trzeba tylko brać pod uwagę, że noce w Himalajach są naprawdę chłodne, a o ogrzewaniu jakoś nikt nie pomyślał. Dlatego odpowiedni śpiwór to podstawa wyprawowego ekwipunku. Modele Radical 4Z czy 8Z o lofcie 900 cuin wyposażone zostały we wszelkie niezbędne w surowych wysokogórskich warunkach usprawnienia, tak że nawet gdyby temperatura spadła do -10 st. Celsjusza, komfortowo prześpisz noc. Sprawdzi się również Core 950, śpiwór zaprojektowany z myślą o ekspedycjach zimowych. Charakteryzuje się on niższym loftem, a co za tym idzie trochę większą wagą, ale za to jest idealny dla zmarzluchów (t. extreme -39).

Produkty puchowe są nie tylko ciepłe, ale i lekkie, a musisz wiedzieć, że na pokład samolotu do Lukli nie wniesiesz więcej niż 15–20 kg. Zresztą nie chciałbyś dźwigać więcej na pięć tysięcy metrów nad poziomem morza. Tak więc dylemat „śpiwór puchowy czy syntetyczny” w ogóle nie powinien zaprzątać Twojej głowy, jeśli na serio planujesz wyprawę w Himalaje.

Kurtka na trekking do bazy pod Everestem

Podobnie sprawa przedstawia się z kurtką. Czy warto zabrać ze sobą kurtkę puchową – oczywiście! Na pewnej wysokości nawet w rozkwicie wiosny jest po prostu zimno. Jak się słusznie spodziewasz, w Himalajach czeka na Ciebie śnieg – i to niezależnie od pory roku. Dlatego musisz zadbać o odpowiednią termoizolację, pamiętając przy tym, że poddajesz się intensywnemu wysiłkowi fizycznemu. I że zimno nie będzie na całej trasie.

Właśnie dlatego puchówka o niskiej wadze i wysokim stopniu kompresji, taka jak inspirowana Złotą Erą Polskiego Himalaizmu Heritage, powinna zająć poczesne miejsce w Twoim plecaku. Możesz także zdecydować się na lżejszy model, stworzony tak, aby mógł pełnić funkcję zarówno zewnętrznej warstwy, jak i mid-layera wkładanego pod hardshell, gdy wieje lub pada – jak na przykład Eskimo czy Phantom. Ważne, by w Twojej puchówce nie zabrakło regulowanego kaptura, stójki przy szyi i oczywiście odpowiedniej dawki niezawodnego Polskiego Białego Puchu Gęsiego.

Zestaw ubrań

Dobrze jest mieć ze sobą zestaw na różne warianty pogody. W pierwszych dniach marszu może być tak gorąco, że wystarczą Ci szorty i T-shirt, jednak im dalej w górę, tym większe prawdopodobieństwo, że porządne długie spodnie trekkingowe i kurtka staną się nieodzowne. Weź również czapkę i rękawice.

Drobiazgi, o których łatwo zapomnieć

Być może o tym nie pomyślałeś, ale niezbędnym elementem ekwipunku są… krem z mocnym filtrem i okulary przeciwsłoneczne. W Himalajach naprawdę jesteś bliżej nieba. 50 SPF to niezbędne minimum, żeby chronić delikatną europejską buźkę, zwłaszcza że słoneczko przygrzewa nie tylko z góry, ale dodatkowo odbija się od śniegu!

Weź też to, co zabrałbyś na wielodniowy trekking po polskich górach: kijki trekkingowe, czołówkę, powerbank.

A co z wyżywieniem?

W drodze do bazy pod Everestem stołuje się zazwyczaj w miejscowych knajpkach i hotelikach lub kupuje produkty do „samodzielnego montażu” w sklepikach po drodze. To nie jest tak, że wchodzisz do parku narodowego i przez kolejne dni nie zobaczysz żywej duszy, a posiłek musisz sobie upolować i upiec nad ogniem. Warto jednak mieć na uwadze, że ceny zup, ryżu, pierożków momo, dal bhat czy innych frykasów rosną proporcjonalnie do wysokości. Nie jest to mały koszt, bo żywność do tych miejsc muszą wnieść na plecach tragarze lub juczne jaki.

 

Choć wyobrażenia o dzikich Himalajach mogą – mówiąc oględnie – nieco odbiegać od rzeczywistości, a na szlaku spotyka się licznych turystów, to jednak mimo wszystko warto. Widok na najwyższą górę świata, otarcie się o odmienną kulturę, zasmakowanie cząstki wspinaczki wysokogórskiej zapada w pamięć na całe życie. Nie każdy znajdzie w sobie dość odwagi i zapału, by tego doświadczyć! Przygotowując się do wyprawy, pamiętaj nie tylko o odpowiednim ekwipunku, który znajdziesz na pajaksport.pl, ale również o przyzwoitej kondycji! Przez przynajmniej kilka tygodni przed wyprawą zacznij wybierać się na regularne górskie wycieczki piesze lub rowerowe. Albo przynajmniej wchodź po schodach tam i z powrotem.

Źródło zdjęć: pajaksport.pl